Tak to znów ja, tym razem w trzecim poście. Tym razem trzy nietypowe tematy. ,,Herbata, złamanie i pasja,,. Zacznę może od pasji. Jestem baletnicą ( u niektórych śmiech ). Robię to co kocham, nie ma czego się wstydzić. Nie jestem jakąś tam tancerką która biega w baletkach i macha rękoma nad głową. Jestem sobą. Tańczę ponad 6 lat, ale poraz pierwszy przytrafiło mi się coś tak niespodziewanego...
... Dzień jak każdy. Występ w Dziadku do orzechów. Kim byłam ? Myszą. Ta mysz jak każda inna robiła fikołka. Coś mi nie wyszło, upadłam. Poczułam straszny ścisk w okolicach obojczyka, postanowiłam być twarda i obolała zakończyć występ. Gdy przeszłam zapłakana do garderoby, w ramieniu powstało wgłębienie. Przewieziono mnie do szpitala. I co? Złamanie z przemieszczniem. Do operacji doszło następnego dnia. Teraz piszę ten post uśmiechając się do siebie, choć prawda jest okrutna. Zwolnienie z tańca i akrobacji do końca marca, a potem kolejna operacja. :) No nic, nie przejmujcie się mną, grunt że żyję.
Następny temat to,,Herbata,, ( o pasji zostało wspomniane powyrzej ).
Po powrocie ze szpiatala, chora. Po tygodniu chodzenia do szkoły, chora. Mówię o herbacie, ponieważ ciepła przyprawia mnie o miłe dreszcze. Herbata owocowa czy czarna najlepsza na chorobę. Mam nadzieję że nie zanudzam ( chciałabym żeby to była prawda ). Możecie komentować, głosować czy też do mnie pisać.
Dzięki za czytanie
Nacia

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz